Koło dojazdowe do Toyoty Yaris wymaga większej troski o stan techniczny niż zwykła "zapasówka"
Zminiaturyzowany system IMS (zbiornik ciśnieniowy i uszczelniacz w jednym) jest niedrogi i wygodny. Jednak przy rozleglejszym uszkodzeniu opony zda się na nic.
Nie są to jednorazówki. Większy pojemnik (510 g) wystarczy na reperację co najmniej trzech kół.
"Na wypadek złapania gumy."
Koła zapasowe, dojazdowe i zestawy naprawcze.
Chociaż postęp techniczny przynosi coraz to nowe pomysły na zastąpienie tradycyjnego koła zapasowego, to wiele wskazuje na to, że ono może jeszcze długo dawać poczucie pewności, iż po "złapaniu gumy" jednak dojedziemy do celu podróży. Nowe rozwiązania mają co prawda swoje zalety, ale ich zastosowanie i tak skazuje nas na... poszukiwanie najbliższego zakładu wulkanizacyjnego.
Opony są coraz trwalsze, jednak nie są niezniszczalne. Najechanie na ostry przedmiot, silne otarcie o krawężnik, mocne uderzenie w dziurę w jezdni mogą zniszczyć nawet najlepszą oponę. Po takim zdarzeniu warto na najbliższym postoju obejrzeć stan ogumienia. Najmniejsze różnice w wysokości opon powinny wzbudzić nasze wątpliwości. Nie zaszkodzi także skontrolować manometrem ciśnienie powietrza w oponach. Jeśli podczas jazdy czujemy, że ściąga nas na prawo lub lewo, czy pojawi się niepokojący hałas od strony koła, warto zatrzymać się i sprawdzić, czy opona nie jest uszkodzona. Jeśli już zdarzy się awaria, powinniśmy być przygotowani, by samemu sobie poradzić.
Nie tylko piąte u wozu
Koło zapasowe to tradycyjne rozwiązanie. Sprzedawane jest z nowym samochodem jako wyposażenie standardowe, najczęściej z oponą o bieżniku identycznym jak na czterech pozostałych kołach. Największa wada "zapasówki" polega na tym, że zajmuje dużo miejsca, najczęściej na dnie bagażnika. A można by je wykorzystać inaczej - chociażby na zbiornik gazu, czy, jeśli lubujemy się w wysokiej jakości samochodowym audio, na subwoofer czy wzmacniacz. Uciążliwa bywa także czynność wymiany koła. Są i zalety: na pełnowymiarowym kole zapasowym - jeśli nie ma znacznej różnicy w wysokości bieżnika między nim a pozostałymi kołami - możemy spokojnie pokonać nawet długą trasę.
Byle dojechać
Kierowcy, którym zależy na wygospodarowaniu większej przestrzeni w bagażniku, coraz chętniej sięgają po tzw. koła dojazdowe.
- Zaletą ich jest to, że pozwalają oszczędzać miejsce w bagażniku - mówi Rafał Olszewski, właściciel firmy Beretta z Raszyna k. Warszawy, sprzedającej koła dojazdowe do większości typów aut. - To rozwiązanie jest bardzo popularne na Zachodzie. Koło takie pozwala dojechać do najbliższego warsztatu wulkanizacyjnego. Nie znaczy to jednak, że po przejechaniu maksymalnej, zalecanej przez producenta odległości, zaraz się rozsypie. Stalowe felgi są wytrzymałe, na pewno się nie pogną. Opony są bezdętkowe, mają bieżnik około 4-milimetrowy.
Wysokie ciśnienie w oponie (4,2 atm.) gwarantuje bezpieczny dojazd. Jeśli zachowamy prędkość około 40 km/h, z koła będziemy mogli korzystać wiele razy.
Są i wady. Przede wszystkim gorsza jakość gumy - trzeba pamiętać, by dojazdówki nie wystawiać na dłuższe działanie promieni słonecznych. W większych samochodach felga koła zastępczego z przodu może źle znosić naprężenia na zakrętach. Zaleca się więc, by koła takie montować z tyłu, a więc najpierw zdjąć tylne, zastąpić je "dojazdówką", a dopiero wtedy koło pełnowymiarowe założyć do przodu. Jeśli jednak te pracochłonne czynności zniechęcą pechowca i założy "dojazdówkę" z przodu, to w zakręty powinien wjeżdżać bardzo ostrożnie. Koło takie kosztuje od 80 do 200 zł w zależności od klasy auta.
System dobry, ale nie na wszystko
W ostatnich latach ub. wieku powstał system naprawczy IMS - rodzaj podróżnej reperaturki. To podłączana do gniazda 12 V sprężarka, ze zbiornikiem substancji uszczelniającej. Ta, pompowana do opony wraz z powietrzem, po zaschnięciu uszczelnia uszkodzoną oponę. W ciągu kilku lat technologia ta poszła dalej. Dziś urządzenie mieści się w pojemniku przypominającym np. kosmetyk w sprayu. Kosztuje od 20 do 40 zł. - W zbiorniku jest powietrze pod ciśnieniem i uszczelniacz - wyjaśnia Kazimierz Rymarczyk z hurtowni motoryzacyjnej Makro Hurt w Słupsku. - Końcówkę rurki nakręca się na zawór opony. Gdy zauważymy, że opona się wypełniła do właściwego poziomu, odkręcamy zestaw naprawczy i jedziemy dalej. Pierwsze osiem kilometrów można jechać z prędkością do 35 km/h, by środek dobrze się rozprowadził. Jest to oczywiście rozwiązanie "dojazdowe", pozwalające dotrzeć do najbliższego zakładu wulkanizacyjnego.
Tu oszczędność miejsca jest jeszcze większa. Urządzenie mieści się w schowku. System ma jednak zasadniczy minus - jest skuteczny tylko przy punktowych uszkodzeniach ogumienia, np. przebiciach spowodowanych "złapaniem gwoździa".
Pamiętajmy o przepisach
Przepisy zabraniają używania na kołach jednej osi opon różnej konstrukcji, w tym także o różnej rzeźbie bieżnika. Zasada ta pośrednio dotyczy także kół zapasowych - po wymianie koła konstrukcje opon obydwu kół tej samej osi muszą być takie same. Pamiętajmy o tym, wymieniając np. opony na zimowe jesienią i wiosną wracając do opon uniwersalnych. Jeśli założymy koło zapasowe z niewłaściwą oponą, narazimy się na mandat. Przepis ten, poza kwestiami bezpieczeństwa, jest uzasadniony technicznie - opony różnej konstrukcji na tej samej osi mogą doprowadzić do uszkodzenia układu napędowego.
Zdaniem eksperta
Jan Lawiński, rzeczoznawca samochodowy z Tarnowa: - Koło dojazdowe nie powinno jednorazowo przejechać więcej niż 50 km. Jego opona jest gorszej jakości niż normalnego koła, bardziej narażona na działanie śniegu, soli, wody, gorącego asfaltu. Szybko się niszczy na drodze szutrowej. Po zdjęciu "zapasówki" warto poprosić wulkanizatora, by ją dokładnie obejrzał i ocenił, czy będzie ją jeszcze można wykorzystać. Tzw. uszczelniacze są bardzo wygodne w zastosowaniu, ale pomagają tylko przy nieznacznych, punktowych uszkodzeniach. W najnowocześniejszych samochodach zastosowano systemy aktywnego pomiaru ciśnienia w kołach. Są to jednak ciągle rozwiązania dojazdowe - nie pozwalają odwlec wizyty u wulkanizatora, a nie zawsze mamy na nią czas. Pod tym względem najbezpieczniejszym rozwiązaniem jest jednak pełnowymiarowe koło zapasowe, pod warunkiem, że zapamiętamy kilka zasad. Większość kierowców co 10 tys. km robi przeglądy i zmienia olej. To znakomita okazja, by w serwisie poprosić też o sprawdzenie koła zapasowego, stanu jego ogumienia i ciśnienia.
autor: Grzegorz Borkowski
zdjęcia: Przemysław Dziendziela
Giełda Samochodowa, nr 13/2004 (872)
z dnia: 17 lutego 2004 roku


